Kolejna wyprawa którą zapamiętamy na dłużej. Pada propozycja żeby objechać Tatry na rowerze. Robert Skiba, Robert Gierałt i Henek Kuczaj decydują się podjąć wyzwanie. Startujemy w piątek samochodem – jedziemy do Zakopanego. Po drodze próba zatrzymania nas przez deszcz. Ulewa w okolicy Wiśniowej taka że asfalt zwija, woda płynie strumieniami, przed przepustami fontanny na metr wysokości. Od razu przypomina się wyprawa sprzed roku do Zembrzyc:))). Jakoś udaje nam się dotrzeć do Zakopanego. Zdecydowana poprawa humorów. Mamy noclegi u wujka Henia, widoki z okna na Giewont, z drugiej strony kilkadziesiąt metrów Sanktuarium na Krzeptówkach. Dodatkowo wujek wozi nas do sklepu żebyśmy mogli zrobić zakupy. Takie przyjęcie pozwala zapomnieć o czekających nas trudach, a mieliśmy świadomość że nie będzie łatwo. Planujemy objechać Tatry z noclegiem na Słowacji, wszystko mamy wieź w plecakach /brak sakw, brak samochodu eskortującego/, nie wiadomo gdzie będzie nocleg. A z tym wyzwaniem poradziliśmy sobie tak: 26.07.2014 Pobudka o 6:00. Można się wykąpać, ogolić – następny raz w takich warunkach pewnie za dwa dni. Pomyśleliśmy też o niezbędnej pomocy na tak trudną wyprawę – o 7:00 jesteśmy na Mszy św. w Sanktuarium na Krzeptówkach. Kościół i jego okolice są po prost piękne. Kto będzie w Zakopanym warto tu wstąpić. Można zobaczyć ołtarz papieski z pod wielkiej krokwi, pomnik papieża patrzącego na krzyż na Giewoncie, przepiękne wnętrze Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej. Wzmocnieni duchowo, a następnie fizycznie dobrym śniadaniem /dzięki wczorajszym zakupom z wujkiem/ startujemy przed 9:00. Plecaki, picie, zaciśnięte zęby i jedziemy. Kierujemy się na Witów, Chochołów i po kilkunastu kilometrach jesteśmy na Słowacji. Po przekroczeniu granicy widać że przyjęcie euro nie wyszło Słowacji na dobre – dużo mniej samochodów, domy biedniejsze, drogi gorsze. Większy ruch jest przy Aqapark Oravice – połowa rejestracji polskich. Mijamy Zuberec i tutaj zaczyna się pierwsza cięższa wspinaczka na trasie około 300 metrów do góry. Fajnie że po wyjechaniu zatrzymaliśmy się w bardzo ładnej restauracji z której możemy podziwiać fajne widoki przy zupce czosnkowej. Gdy my wypoczywamy wszystkich gości porusz nagłe pojawienie się kawalkady samochodów w tym policji, wozów serwisowych. okazało się że akurat mijają nas kolarze biorący udział w wyścigu dookoła Tatr. Oni przejeżdżają tą trasę trochę szybciej niż my:))). W czasie dalszej drodze mijamy kolarzy biorących udział w tym wyścigu mozolnie wspinających się pod górę /my mamy ok. 20 kilometrów w dół i pewnie denerwujemy ich że bez wysiłku jedziemy a oni wylewają siódme poty. Cały czas mamy przepiękne widoki: na Tatry, na Liptowską Marę /największy zbiornik na Słowacji/, tereny przepiękne. Jeszcze dłuższy odpoczynek w Liptowski Hradok i tutaj zapada decyzja próbujemy znaleźć nocleg w Syrbskim Pleso. Niestety nic nie jest za darmo. Od 70-tego kilometra zaczyna się wspinaczka. Jakieś pięćdziesiąt kilometrów praktycznie cały czas w górę. Wspinamy się z poziomu 600m. npm. na 1355m npm. Denerwujące jest że, z powodu gór ciężko ocenić nachylenie terenu, wydaje się że jedziemy po płaskim terenie a ciężko jest jechać z prędkością 25km/h. Dojeżdżamy do Syrbskiego Plesa. Miejscowość przepiękna, tylko problem z tanimi noclegami. Same hotele dla bogatych turystów. Udaje nam się znaleźć noclegi w ….. nie wiem schronisko, dom turysty – za 20 euro od osoby. Pomimo że z zewnątrz budynek wyglądał nieszczególnie to to co najważniejsze było bez zarzutu. Dostaliśmy klucze od piwnicy na rowery, dostaliśmy klucze od świetlicy gdybyśmy chcieli pograć w karty, piłkarzyki lub obejrzeć telewizor, kuchnia dobrze wyposażona, czysto i pokoje duże. Nic więcej nam nie potrzeba. Na recepcji przywitał nas pan który gdy pokazał po jakich górach codziennie jeździ to nam szczęka opadła i na dodatek zachęcał nas do jazdy w zimie na rowerze /on jeździ po tych górach/. Dodatkowo podbudowały nas plakaty związane z Tour de Pologne. Okazało się że w 3/4 przejechaliśmy trasą piątego etapu tego wyścigu /Zakopane – Styrbskie Pleso/. Na minus dzisiejszego dnia – nie udało się zrobić zakupów. 26.07.2014 Wyspani wstajemy rano. Niestety ponieważ wczoraj nie mogliśmy zrobić zakupów startujemy bez śniadania. Objeżdżamy wokół jezioro Styrbskie Pleso i gdy mija 7:00 jedziemy do sklepu na śniadanie. Jedzenie w warunkach polowych – tak jak lubimy. Bułeczki, pasztecik, wędlinka, owoce – sami robimy sobie kanapki. Trzeba się przygotować a górki dadzą nam popalić. Dzisiaj \”tylko\” 80 kilometrów. Pierwsze trzydzieści jest super. Tylko w dół bawimy się w wyprzedzanie 40-50-60 km/h. – rewelacja. Oczywiście jak zawsze nie może być tylko \”super\” – zaczynają się górki. Temperatura zdecydowanie nie sprzyja wysiłkowi, a podjazdy jak są krótkie to znaczy np. 3 km. w górę a zdarzają się i 10 kilometrów cały czas pod górkę. Udaje nam się dojechać bez przeszkód i nawet z odbrobiną szczęścia – w Zakopanym padało a my przyjechaliśmy może 30 min. po burzy. Szczęśliwie zakończyliśmy trasę ok. 200km. Obiad na Krupówkach /tanio i dobrze/ i zostaje nam dwie godz. do Mszy o 16:00. Prysznic u wujka Henia, pakowanie i zapada decyzja jedziemy w kierunku na Dębicę a postaramy się zdążyć na Mszę św. do Tuchowa. Dzięki szwagrowi, pomimo małych problemów z remontem w Nowym Sączu udaje nam się zdążyć na 18;30 do Tuchowa. Niezwykle udana wyprawa. Wszystko zrealizowane. Widoki przepiękne, wysiłek spory i dzięki temu satysfakcja jeszcze większa:)
