Lwów

Kolejna wyprawa dzięki PTG Sokół Dobrków. Znowu ambitny cel, pierwszy raz zagranica i na dodatek miasto gdzie zostało założone pierwsze gniazdo Sokoła czyli Lwów. Jak Lwów wiadomo też, że nie możemy ominąć cmentarza Orląt Lwowskich. Wyjazd w piątek 14.09 o 6:30 pierwsze kilometry w podgrupach z Dębicy i Dobrkowa – zbiórka wszystkich uczestników na Południku w Głobikowej. Niestety pogoda nieszczególna – pada. Z Głobikowej przez Brzeziny jedziemy do Wielopola Skrzyńskiego /pada deszcz/, w Wielopolu skręcamy w lewo na Nawsie w kierunku na Strzyżów /górki i pada/. Dalej jedziemy do Lutczy /krajówka nr 9/ po kilku kilometrach przed Domaradzem skręcamy w kierunku na Dynów /góra, pada/. W Baryczy pierwsza dłuższa przerwa – zapoznanie ze smakiem żurku od jednego ze sponsorów /mniam mniam/. Skręcamy z głównej drogi i dojeżdżamy do Dynowa od południa. Niestety przed Dynowem mamy dosyć poważną awarię jednego z rowerów, przerzutka nie wytrzymała trudów jazdy i pękła. W Dynowie nie udało się nam /czyli Markowi/ naprawić roweru i Krzysiek jedzie samochodem do Przemyślu ale ilość rowerzystów i Krzyśków bez zmian dołącza do nas za Dynowem Krzysiek z Rzeszowa:). Przejeżdżamy przez Dubiecko i kolejna górka w miejscowości Krzywcza /pada/. Może górka nie największa ale 100km w nogach daje znać. Wreszcie dojeżdżamy do Przemyśla, po krótkich poszukiwaniach znaleźliśmy schronisko Matecznik. Czas bardzo dobry ok 16:00. Gdy tylko zsiadamy z rowerów deszcz przestaje padać. W międzyczasie zakup przerzutki i naprawa roweru /udana/. Szybki prysznic, żurek, i kolega Jurka, przemyślanin, przyjeżdża żeby pokazać nam swoje miasto. Możemy podziwiać piękną panoramę Przemyśla z kopca tatarskiego, wyciąg narciarski, katedrę grekokatolicką, zamek, a wieczór kończymy na przemyskim rynku. Po uzupełnieniu płynów powrót do schroniska. Sobota wyjazd o 7:00 kierunek przejście graniczne Medyka. Wsiadamy na rowery i oczywiście zaczyna padać deszcz:(. Na granicy spotkanie z przewodnikiem Kolą z Rudek. Okazuje się że Kola ma coś z magika. Jak za pomocą czarodziejskiej różdżki przechodzimy przez granicę. Ukraińscy pogranicznicy otwierają dla nas boczne drzwi – dlaczego mamy czekać jak wszyscy. Pieczątka w paszporcie świadczy że jesteśmy już na Ukrainie. krótki slalom pomiędzy czekającymi tirami, pierwsza na Ukrainie kawa i jedziemy w kierunku na Lwów /pada deszcz/. Droga na szczęście świeżo po remoncie. Asfalt nowy, równiutki. Budzimy za granicą spore zainteresowanie. Kierowcy samochodów pozdrawiają niecodzienną dla nich grupę rowerzystów. Przez 80 kilometrów jazdy do Lwowa nie mijamy żadnego rowerzystę, chyba dlatego kierowcy są jeszcze tutaj bardzo życzliwi dla nas. Samochody zwalniają i wypytują nas o to gdzie jedziemy /tylko ten deszcz/. Dojeżdżamy do naszej lwowskiej bazy wypadowej – motelu w miejscowości Zimna Woda. Tutaj zamykamy nasze rowery na klucz i od razu przestaje padać deszcz. Tradycyjne powitanie /Niemiroff i herbata/: elegancko i miło. Szybki prysznic, suche ubranie, zmiana środka transportu na wynajęty busik /jazda rowerem po \”kocich łbach\” wydaje się trochę niebezpieczna/ i udajmy się na zwiedzanie Lwowa. Niestety nie mamy zbyt dużo czasu a miejsc wartych zobaczenia ogrom. Więc szybko jedziemy zobaczyć Lwowski Dworzec Kolejowy, katedrę św. Jury, dawny park jezuicki /tutaj była pierwsza siedziba sokoła/, sąsiadujący z parkiem Uniwersytet i docieramy na aleje Swobody gdzie odwiedzamy pomnik Adama Mickiewicza, Szewczenki i Iwana Franko i docieramy pod piękny budynek opery i teatru. Dalej udajemy się na Rynek zobaczyć obchody 25 lecia konsulatu we Lwowie i związany z tym Festiwal Partnerstwa. Kilka godzin przerwy każdy poświęca na podziwianie Lwowa, pięknego Rynku, kościołów, cerkwi, urokliwych uliczek i przyjaznych ludzi. Można też wygospodarować chwilkę na odpoczynek pod parasolkami na Rynku i spróbowanie piwa lvivskie. Wieczorem zbiórka pod budynkiem opery i powrót busikiem do motelu. Tutaj rozpoczynamy część \”artystyczną\”. Wieczór integracyjny z muzyką, tańcami i słynnymi ukraińskimi napojami. Odwiedza nas nawet delegacja z zaprzyjaźnionych z Dębicą i Pilznem Rudek. Miasta gdzie ostatnie lata życia spędził Aleksander Fredro. Niedziela pobudka, śniadanie w motelu i udajemy się na Cmentarz Łyczakowski i sąsiadujący z nim Cmentarz Orląt Lwowskich – główny cel naszej wyprawy. Na Cmentarzu Łyczakowskim można uzmysłowić sobie jak ważnym centrum kultury i polityki był Lwów. Leżą tutaj między innymi: pisarki Maria Konopnicka, Eliza Orzeszkowa, malarz Artur Grottger, Władysław Bełza /napisał \”Kto ty jesteś?, Polak mały…../, Franciszek Stefczyk /twórca istniejących do dzisiaj kas SKOK/, Juliusz Ordon słynny obrońca reduty w wierszu Adama Mickiewicza oraz wielu innych którzy zapisali się w dziejach Polski. Jest tutaj pomnik powstańców styczniowych z 1963r., kwatera powstańców listopadowych. Można zobaczyć także groby znanych Ukraińców /Iwan Franko/, Rosjan, Ormian. My jednak po krótkiej wizycie na grobach niektórych z tych słynnych rodaków udajemy się na Cmentarz Orląt Lwowskich. Rzędy krzyży i wiek pochowanych tutaj musi robić na wszystkich odwiedzających niesamowite wrażenie. Leżą tutaj obrońcy miasta przed atakami ukraińców w 1918-1919 i przed atakami rosyjskiej armii Budionnego w 1920r. \”MORTUI SUNT UT LIBERI VIVAMUS\”, – \”Umarli, abyśmy żyli wolni\” taki napis na ogromnych pylonach jeszcze potęguje atmosferą szacunku i podziwu dla tych młodych ludzi. Po złożeniu wieńca spotykamy jednego ze społecznych opiekunów Cmentarza, mogliśmy wysłuchać historii zarówno walki polskich obrońców Lwowa jak i walki o ratowanie samego cmentarza przed władzami sowieckimi i odbudowy z ruin tego miejsca. Po chwilach w zadumie i po oddaniu czci poległym kolejna niespodzianka: na alejkach cmentarza Łyczakowskiego spotykamy się z Konsulem Generalnym we Lwowie Jarosławem Drozdem. Kilka minut rozmowy i musimy się spieszyć do katedry na mszę. Nabożeństwo w takim historycznym miejscu też jest dla nas wydarzeniem, to tutaj Jan Kazimierz 1 kwietnia 1656r złożył śluby lwowskie. 300 lat później w 1956r. śluby jasnogórskie w więzieniu w Komańczy złożył Stefan Wyszyński, zostały one jednocześnie w obecności ok. miliona wiernych odczytane na Jasnej Górze. Następnym punktem naszego programu jest wspinaczka na wieżę Lwowskiego Ratuszu skąd możemy podziwiać przepiękna panoramę Lwowa. Widzimy w całej rozciągłości ile jeszcze jest do zobaczenia w tym mieście. Ostatni spacer po mieście, wizyta na targu pamiątek i idziemy na obiad do naprawdę fajnie urządzonej restauracji ukraińskiej. Po obiedzie jedziemy obejrzeć stadion Arena Lwów gdzie odbywały się mecze Euro2012 /tutaj grali m.in. Portugalczycy i Niemcy/. Na stadionie kolejny raz okazało się że Kola ma coś z czarodzieja i załatwił że tak \”wyjątkowa\” wycieczka z Polski może wejść na stadion, zobaczyć murawę, usiąść na ławce rezerwowych /tam gdzie Ronaldo:)/. Płyta boiska robi na nas wrażenie. Niestety jest to ostatni punkt na liście miejsc które zwiedziliśmy. Wracamy do motelu, pakowanie się, wyciągamy rowery, pożegnanie z miłą obsługą, komenda: \”na koń\” i rowerami jedziemy w kierunku granicy. Ku naszemu ogromnemu zdziwieniu pierwszy raz w czasie jazdy rowerem nie pada deszcz. Bez przeszkód, dosyć szybko docieramy do granicy w Medyce i znowu Kola poczarował. Ukraińscy pogranicznicy bez problemu nas przepuszczają odprowadzają do granicy gdzie specjalnie na nas czeka polski żołnierz i dalej on nas prowadzi na przejście. Tutaj czekający w kolejce do odprawy zostali przesunięci żebyśmy mogli przejść i bez problemów, szybko wracamy do kraju. Tutaj już czeka na nas przyczepka na rowery i bus dla nas. Jeszcze tylko pożegnanie z Kolą i odjeżdżamy do domu. Podsumowując: przejechane około 300km. ponad 200 w deszczu, górki, dwa razy przekraczanie granicy, na Ukrainie brak ścieżek rowerowych – a jednak najlepsza chyba z naszych wypraw. Niesamowici ludzie, piękna trasa, przepiękne miasto. Wszyscy cali, zdrowi i zadowoleni wrócili – KTO NIE BYŁ NIECH ŻAŁUJE – tego nie da się opowiedzieć.

Krzyżtopór

Poszerzamy zasięg wypraw. Zapadła decyzja jedziemy zobaczyć zamek Krzyżtopór – to jest ok. 100 km w jedną stronę + 100 km z powrotem. Niestety wyjazd w niedzielę, wyprawa może odbić się w poniedziałek w pracy. Pogoda super trasa, trasa opracowana, psychicznie zawodnicy przygotowani więc 6:00 startujemy. Pierwszy etap jedziemy przez Górę Motyczną, Stara Jastrząbkę, Żarówkę, Dulczę, Szczucin, Słupię do Pacanowa. Początek imponujący – 60 km. bez zatrzymywania się w dobrym tempie. W Pacanowie kanapki, tradycyjna fotka z koziołkiem i ruszamy na Oleśnicę, Pacanówek, Koniemłoty, Sielec i dojeżdżamy do Staszowa. Na tutejszym rynku odpoczynek i fotki ratusza. Od Staszowa zaczynają się lekkie wzniesienia. Po kilkudziesięciu kilometrach w nogach można je odczuć, bez postoju dojeżdżamy do Bogorii – tutaj krótki rzut oka na kościółek i obraz MB Pocieszenia. Z Bogori bocznymi drogami /asfalt, górki/ dojeżdżamy do Ujazdu. Z daleka widzimy ruiny zamku Krzyżtopór – przejechane 100km. Uzupełnienie płynów, zwiedzanie, fotki, odpoczynek i czas w dalszą drogę. Ponieważ w Ujeździe nie znaleźliśmy odpowiadającego nam jedzenia jedziemy do Klimontowa i tutaj jemy bardzo dobrą rybkę z frytkami. Posileni udajemy się do następnego punktu naszej dzisiejszej wyprawy – Sulisławic. Znajduje się tutaj cudowny obraz Matki Bożej Bolesnej oraz muzeum oddziału partyzanckiego \”Jędrusie\”. PO zwiedzeniu obydwu tych miejsc jedziemy przez Osiek do Zadusznik gdzie mostem kolejowym przekraczamy Wisłę. Dalej droga krajową 985 dojeżdżamy do Mielca. W Mielcu przekraczamy Wisłokę kładką i jesteśmy w Podleszczanach, a stąd już znana i przyjemną drogą przez Przecław do domu. Na finiszu liczniki pokazują nam przejechane 203km – wszyscy w dobrej kondycji i zadowoleni z przejechania tak długiego dystansu.

Gumniska

Długość trasy Dębica – Gumniska – Stasiówka – Dębica ok 15 km.. Trudność: stromy podjazd z Gumnisk /asfalt/, do kilku dni po opadach możemy spotkać w lesie błoto, ostatnio duże koleiny w lesie. Skręcamy z drogi Latoszyn – Braciejowa do kościoła w Gumniskach. Droga asfaltowa biegnie obok kościoła, dalej ostro w góre przejeżdżamy obok cmentarza i jedziemy do końca asfaltowej drogi. Znajdujemy się na skrzyżowaniu dróg, skręcamy w prawo. Jedziemy drogą ziemną aż dojedziemy do lasu. Trasa biegnie ok 500m wzdłuż lasu, a następnie wjeżdżamy do lasu. Napotkamy kilka rozwidleń drogi, które się zaraz łączą – jeżeli będziemy jechać główną nie powinniśmy się zgubić, ostatnio w lesie napotkaliśmy miejscami koleiny bardzo utrudniające przejazd. Po pokonaniu tego podjazdu wyjeżdżamy na drogę z Kopalin do Stasiówki zaraz za szlabanem od strony Stasiówki. Kilkaset metrów i wyjeżdżamy na drogę asfaltową. Na krzyżówce możemy wybrać: na wprost droga do kościoła w Stasiówce, w lewo w kierunku Dębicy /zjazd ul. Wielopolską/, w prawo w kierunku Niedźwiady lub Głobikowej. Trudniejszy wariant tej trasy – to start od drogi Latoszyn – Braciejowa obok krzyżówki na Południk. Przekraczamy rzeke Ostra i tutaj czeka nas ostry:) podjazd pod górę po płytach betonowych. Po dojechaniu na szczyt ok. 1,5km. łączymy się z drogą opisaną wyżej. Skręcamy w prawo i jedziemy w kierunku lasu.

Bunkry

Długość trasy Dębica – Strzyżów – Stępina – Dębica ok 120 km. Trudność: długość, trochę górek, mniej znane tereny – trochę bardziej musieliśmy uważać żeby nie zabłądzić i nie wiedzieliśmy jakich dróg się spodziewać – ogólnie trasa bardzo przyjemna. Dębica – Stasiówka – Niedźwiada – Łączki Kucharskie – Granice Kłonickie – Budzisz Wielopolski – Zawadka – Grodzisko – Skrzyszów – Markuszowa – Jazowa – Cieszyna – Stępina – Huta Gogołowska – Kamienica Górna – Bączałka – Grudna – Głobikowa

Brzeziny

Długość trasy Dębica – Brzeziny – Dębica ok 40 km. Trudność: jak ktoś nie ma problemów z przejechaniem 40-50km i podjazdem na Południk to trasa łatwa i przyjemna. Do Brzezin wybraliśmy się obejrzeć zabytkowy drewniany kościół. Kościół Św. Mikołaja w Brzezinach – XV w., jeden z najcenniejszych na Podkarpaciu, ołtarz główny z 1700, ołtarz boczny z płaskorzeźbą \”Opłakiwanie Chrystusa\” z początku XVI w. My pojechaliśmy najkrótszą i chyba najłatwiejszą drogą /dla rowerów/. Z Dębicy przez Latoszyn, Gumniska, Braciejową do Głobikowej na Południk. Następnie obok wieży przekaźnikowej  /Kamieniec/ dojechaliśmy do krzyżówki Stasiówka – Grudna, Głobikowa – Mała. Identycznie jak pod pomnik – pojechaliśmy około 2-3 km. w stronę Grudnej drogą ziemną i skręciliśmy w lewo. Po około 3 km. dojechaliśmy do drogi asfaltowej – z tego miejsca mogliśmy zobaczyć pomnik Chrystusa Króla w Małej, my jednak nie skręcamy pod niego w lewo lecz jedziemy prosto – dosyć przyjemny zjazd aż do samych Brzezin. Dojechaliśmy do drogi z Wielopola Skrzyńskiego i skręciliśmy w prawo – kawałeczek i dojeżdżamy do kościoła. Niestety nie udało nam się wejść do środka – Kościół był zamknięty. Po obejrzeniu sobie tej ciekawej budowli, zrobieniu kilku fotek ruszamy w drogę powrotną. Aby nie wracać ta samą droga jedziemy w kierunku Grudnej Górnej i zaraz po minięciu granicy powiatu dębickiego zjeżdżamy z drogi asfaltowej, a właściwie to jedziemy dalej prosto – to droga asfaltowa skręca w lewo. Dalej jedziemy przez las droga ziemną, troszkę w górę i dojeżdżamy do krzyżówki dróg Mała – Głobikowa, Grudna – Stasiówka /chyba byliśmy tu już :)/ i dla odmiany jedziemy w kierunku na Stasiówkę. droga znowu przez las – trochę wyboi, jakieś ślady po asfalcie. Te małe niedogodności wynagradza nam zjazd ul. Wielopolską i jesteśmy w Dębicy.

Brzanka

Długość trasy Siedliska – Brzanka – Siedliska ok 30 km. Trudność: spore wzniesienia. Po kilku wyprawach rowerem do brata w Siedliskach Tuchowskich postanowiliśmy zrobić u niego bazę wypadową i zdobyć Brzankę. Samochód, bagażnik na rowery i jesteśmy koło Tuchowa wypoczęci i pełni zapału. Dołącza do nas Krzysiek Gierałt i rozpoczynamy zabawę. Mamy dwie możliwości wjechania na górę od Burzyna drogą ziemną albo od Jodłówki Tuchowskiej asfaltową. Oczywiście wybieramy drogę od strony Burzyna /potem zjazd będzie drogą asfaltową/. Droga jest ziemna, ruchu samochodowego niebyło żadnego, chyba nie da się zabłądzić. Nie wiem o czym mogę pisać – chyba tylko tyle że jednak to 320m różnicy wysokości i trochę potu można wylać. Niestety na szczycie las, raczej ciężko podziwiać widoki ale satysfakcja jak zawsze po dotarciu do celu. Obecnie jest tutaj wieża widokowa. Mijamy schronisko i asfaltowa drogą zjeżdżamy do Jodłówki Tuchowskiej, przecinamy drogę z Szerzyn i podjeżdżamy drogą w kierunku na Rzepienik Biskupi. Tutaj dosyć przyjemna trasa grzbietem wzniesienia. Nie obyło się bez niespodzianek: chwila nieuwagi i gubimy drogę wjeżdżamy w las, niestety wybrana przez nas leśna dróżka niebezpiecznie zwęża się i kluczy – brak czasu, więc nie ryzykujemy – wracamy. Zjeżdżamy do Lubaszowej i szybko do domu na grilla:)

Blizna

Gdy tylko dowiedzieliśmy się że jest w Bliźnie park historyczny natychmiast postanawiamy tam pojechać. Przecież to tylko 30 km od Dębicy. Szybki rzut oka na mapę i już wiemy że można zrobić \”kółko\” żeby nie wracać tą samą drogą. Jedziemy przez Przecław, znaną nam drogą, W Przecławiu przez most na Wisłoce, rondo na drodze mieleckiej, Tuszymę i widzimy znak 6 km Blizna. Niestety ostatnie kilka kilometrów w lesie mamy gorszy asfalt. Gdy wyjeżdżamy z lasu od razu widzimy ogrodzony teren parku historycznego z górującą nad nim makietą pocisku v2. Po zwiedzeniu parku wracamy do domu przez Wole Ociecką /tutaj kilka fotek pałacu/ i dalej na Pustków. Krótki odcinek /1km/ droga ziemna a potem super asfalt przez las. W Brzeźnicy wjeżdżamy na drogę mielecką i główną drogą jedziemy do Dębicy.