Beskid

Długi weekend majowy to dobry okres żeby wybrać się gdzieś dalej. Dzięki naszemu koledze Henkowi mamy okazję wyjechać do Zembrzyc w pobliże Suchej Beskidzkiej – pogranicze Beskidu Małego i Beskidu Makowieckiego. 1-4 maja chcemy przeznaczyć na jazdę rowerem, więc 30 kwiecień pakujemy się do samochodu, rowery na dach i kierunek Zembrzyce. Miłe zaskoczenie – super domek, kuchnia i najważniejsze prysznic do dyspozycji. Dotarliśmy wieczorem – więc rano pierwsza trasa. Witamy się z Heniem, Martą, Tereską, Hiacyntą i Franciszkiem. Rano pierwsza wyprawa, 1 maja od czego można zacząć, chyba najlepiej od miejsca gdzie jak mówił Jan Paweł II \”wszystko się zaczęło\” czyli Wadowice. Odwiedzamy katedrę i oczywiście zjadamy po kremówce. Możemy obejrzeć wiele pamiątek po Karolu Wojtyle.  Od chrzcielnicy, gdzie został ochrzczony, po relikwie, przywiezione po jego śmierci . Następny ważny punkt dzisiejszej wyprawy to Laskowiec i Groń Jana Pawła II. Więc jedziemy w kierunku Andrychowa. Po drodze możemy zobaczyć w miejscowości Inwałd miniatury  budowli z całego świata, zamki, katedry, piramidy. Za Inwałdem skręcamy na południe, pierwsze górki, przejeżdżamy przez przełęcz Biadaszowską 438 m npm. Bocznymi dróżkami kierujemy się do miejscowości Rzyki. Tutaj niestety kończy się asfalt, trochę drogami polnymi, trochę na nogach wspinamy się w górę. Wreszcie docieramy na szczyt – Laskowiec 918 m npm. Zwiedzanie Groni Jana Pawła II i jemy pyszną zupkę w schronisku. Ku naszemu zdziwieniu spotykamy tu kilku rowerzystów, a więc nie jesteśmy tu jedyni i chyba można tu wyjechać od drugiej strony. Więc można i zjechać na rowerach w kierunku na Targoszów. Faktycznie cały czas zjeżdżamy rowerami ale wyjechać chyba byłoby ciężko, ale rowerem górskim da się. Po dojechaniu do Targoszowa już tylko asfaltem, …jak miło. Jakby było mało to odbijamy jeszcze żeby obejrzeć kościół w Krzeszowie. Teraz prosto do domku. Było trochę chłodno to podkręcamy tempo z myślą o gorącym prysznicu. Zostaje nam jeszcze zatroszczyć się o brzuchy. Dzisiaj 1 maja więc problem ze sklepami na szczęście jest otwarte \”U Wacka\”, gdzie kupujemy coś na grilla. Prysznic, grill, wspomnienia dzisiejszego dnia, czego można chcieć więcej. Rano pobudka, zerkamy na pogodę i duch w grupie gaśnie. Pada. Jemy śniadanie – dalej pada. Krótka poranna drzemka – dalej pada. Jeszcze chwila obijania się – dalej pada. Wreszcie męska decyzja – pada nie pada o 12:00 wyjazd. Na szczęście deszcz trochę mniejszy a my jedziemy w kierunku Suchej Beskidzkiej. Nie pomogło – nie jest sucho. Dalej jedziemy w kierunku Stryszawy i tutaj wspinamy się na przełęcz Przysłop. Serpentyny, deszcz, pot i wreszcie wyjeżdżamy na wysokość 664m. npm. Mokrzy z zewnątrz i mokrzy od środka z potu podziwiamy widoki na Babią Górę. Jesteśmy tak mokrzy że nawet zjazd nie jest tak przyjemny jak powinien być. Znowu serpentyny – tym razem w dół i wjeżdżamy do Zawoi – największej wsi w Polsce pod względem powierzchni. Jedziemy na południe w kierunku przełęczy Krowiarki. Dziwnie ciężko się jedzie, potem okazało się że jechaliśmy przez 13 kilometrów cały czas pod górę. Znowu serpentyny, lasy, deszcz – czyli norma. Dojeżdżamy na przełęcz Krowiarki, wita nas tablica \”Babiogórski Park Narodowy – Polana Krowiarki – wejście na szlak\” i jakie jest nasze zdziwienie gdy okazuje się że wjechaliśmy na wysokość 1018 m npm. Rekord – nigdy wyżej na rowerze nie byliśmy i to asfaltem cały czas. Mokro zimno, więc dwa razy obrót wokół osi, kilka fotem i powrót tą samą drogą do Zawoi. Jak by nie deszcz to super zjazd. Przez Zawoję, Białkę, Maków Podhalański wracamy do Suchej Beskidzkiej ok 30 kilometrów prawie cały czas w dół !!!. W Suchej oczywiście urządzamy sobie późną przerwę obiadową w słynnej karczmie Rzym. Gdzie Pan Twardowski spotkał się z diabłem. My oczywiście będąc w tylu \”świętych\” miejscach uniknęliśmy takich niemiłych spotkań. A jedynie smacznie zjedliśmy i uzupełnili płyny złocistym trunkiem. W trochę lepszych humorach, najedzeni wracamy do Zembrzyc. Obowiązkowa wizyta \”U Wacka\”, prysznic, kolacja i kolejny dzień za nami. Rano wita nas piękna pogoda. Śniadanie i \”na koń\” jak mówią niektóre Sokoły. Dzisiaj święto 3 maja i NMP Królowej Polski to dobry dzień żeby pojechać do Kalwarii Zebrzydowskiej. Rozpoczynamy ze słońcem jadąc w kierunku na Budzów i Palczę, jakieś 15 kilometrów cały czas lekko pod górkę. Następnie zjazd do miescowości Cedron i gdy widzimy słynne Kalwaryjskie dróżki skręcamy i wspinamy się pod górę żeby zobaczyć Lanckoronę. Oczywiście serpentyny, około 150 m różnicy wzniesień i wjeżdżamy na rynek Lanckorony. Od razu widać że warto było tu wjechać, unikalna drewniana zabudowa, trudno coś takiego zobaczyć gdzie indziej. Niestety tutaj dogania nas deszcz. Możemy docenić zalety dużych drewnianych okapów. Przez deszcz wypada nam z planów podjazd do Lanckorony od Izdebnik /trudno – dobrze że udało się przed deszczem wjechać od strony Cedronu/. Chcąc zdążyć na 13:00 na mszę do klasztoru w Kalwarii jedziemy bez zbędnego ociągania się. Po mszy obiad w domu pielgrzyma i jedziemy na dróżki –  pierwszy raz zamiast przejść będę jechał rowerem. Niestety psuje się pogoda, trochę skracamy przejazd dróżkami i decydujemy się na powrót do domku. Planujemy przejazd krótszą drogą z kilkoma górkami. Jedziemy przez Bugaj, Zakrzów, Stryszów. Tutaj dopada nas ulewa. kompletnie przemoczenie stwierdzamy że nie ma sensu się zatrzymywać, już bardziej nie da się zmoknąć. W Stryszowie skręcamy na Marcówkę. Trochę nas przeraża znak z informacją o nachyleniu 14% i do tego droga która jest bardziej podobna do rzeczki. W ulewnym deszcze góra dól i znowu góra i jesteśmy w Marcówce. Stąd na szczęście tylko w dół, dojeżdżamy do znanej nam drogi Zembrzyce – Budzów i prawie jesteśmy na miejscu. Jeszcze tylko zakupy – wiadomo \”U Wacka\”. Kolacja przy kominku – może jakoś da się ubranie wysuszyć przez noc. Za nami kolejny dzień z rekordem. To był na pewno rekord pod względem ilości deszczu w czasie jazdy. Ostatni dzień – jak będzie padało chyba się rozpłaczę. Wymęczeni, wymoczeni przez poprzednie dni to nie ma się co dziwić że entuzjazmu brak. Przez poprzednie trzy dni ucierpiał też trochę nasz sprzęt, a głównie klocki hamulcowe. Więc rozpoczynamy od wypadu do Suchej po klocki. Okazało się że to dzisiaj było słuszne posunięcie. Wracamy do Zembrzyc i rozpoczynamy właściwą trasę. Kierunek tak jak wczoraj Budzów ale tutaj odbijamy na południe w kierunku Jachówki i dalej jedziemy do Trzebuni. Ciężko się jedzie, potem się okazało że cały czas się wspinaliśmy z wysokości 315 do 600 m. npm. Jedziemy dalej na szczęście teraz w dół znowu jesteśmy na 300 m npm., dojeżdżamy do \”Zakopianki\” w miejscowości Stróża i znowu w górę. Miłym zaskoczeniem jest to, że wzdłuż krajówki gdzie wiadomo jaki jest ruch do Zakopanego, jest stara asfaltowa droga, gdzie jest mały ruch i fajny asfalt. Jedziemy nią do Pcimia gdzie żegnamy Zakopiankę i skręcamy na Tokarnię. Tutaj krótka sesja foto z pawiami i dalej w górę do Wieprzec. Na granicy powiatów myślenickiego i suskiego kolejny szczyt 638 m npm. i w dół do Wieprzca i w górę do Żarnówki i w dół do Makowa. Przepiękna trasa wśród lasów Beskidu tyko dlaczego nie ma nic płasko. W Makowie postanawiamy coś zjeść, może siły trochę powrócą. Mijamy bar Sokół – oczywiście nazwa od razu nas przyciąga tylko troch pustki co nas trochę niepokoi. Na szczęście znowu okazuje się że jak coś się nazywa \”Sokół\” to musi być dobre. Zjadamy dobry obiad, uzupełniamy płyny i desperacka decyzja – nie jedziemy przez Suchą po płaskim tylko wybieramy podjazd przez Makowska Górę, chyba nam zaszkodziło słońce którego nie było :))). Znowu wspinaczka z ok. 350m npm do 600 m npm., znowu serpentynki, fajne widoki, tylko kto ma siłę je oglądać. Po wyjechaniu na Makowską Górę wiemy że teraz został tylko zjazd do domku. Okazało się że zakup klocków to była bardzo dobra decyzja. Duże nachylenie spowodowało że hamulce są gorące od ciągłego używania. Zjeżdżamy do Jachówki i teraz już spokojnie lekko w dół do Zembrzyc. Ostatni wieczór w gościnie w Zembrzycach, jedziemy wiadomo \”do Wacka\”. Dzisiaj trochę większy wybór sklepów więc mimo wszystko gdzie indziej kupujemy coś na grilla i spędzamy miło ostatni wieczór w Beskidzie Małym ze świadomością że jutro rano wracamy do domu.. Podsumowując: przejechaliśmy przez 4 dni 300 kilometrów, wjechaliśmy pierwszy raz powyżej 1000 m. npm., podjazdów i zjazdów nie sposób zliczyć, ilości deszczu który na nas spadł w drodze powrotnej z Kalwarii nie sposób zmierzyć, Mięśnie u nóg urosły, zmęczenie duże czyli wyprawa bardzo, bardzo udana !!!!!!

Baranów

Długość trasy Dębica – Baranów – Dębica ok 140 km.Powrót drogą \”mielecką\” – tutaj duży ruch. Do Baranowa jechaliśmy dosyć ciekawą trasą, bocznymi drogami asfaltowymi cały czas w pobliżuy rzeki: najpierw Wisłoki a potem Wisły. Rozpoczęliśmy z Dębicy, dalej przejechaliśmy Wisłokę jadąc ulicą Kościuszki, w Zawierzbiu skręciliśmy z głównej drogi na Żyraków obok cegielni, następnie przejechaliśmy przez Bobrową, Korzeniów do Przecławia. Tutaj krótki odpoczynek na dziedzińcu zamku /można potem porównać Przecław z Baranowem/. Potem jedziemy przez Kiełków, Ksiąznice, Podleszczany i znowu przekraczamy Wisłokę. Wkraczamy do Mielca. Kilka pytań do napotkanych osób i udaje się nam znaleźć planowaną drogę na Złotniki i znowu możemy jechać boczną drogą prawym brzegiem Wisłoki. Ruch minimalny, droga asfaltowa. Jedziemy przez Złotniki, Chrząstów, Gawłuszowice – prosto nie sposób zbłądzić. Wjeżdżamy na drogę nr 982 ruch dalej o dziwo mały. W planach było zobaczenie miejsca gdzie Wisłoka wpada do Wisły – niestety nie dojechaliśmy do ujścia Wisłoki – już trochę zmęczeni postanowiliśmy że nie będziemy nadkładać drogi szczególnie że nie bardzo wiedzieliśmy jak tam dokładnie dojechać. kolejna przerwa nad brzegiem Wisły. Szukamy bocznej drogi nad Wisłą. Jedziemy przez Krzemienice, Rożniaty, Zaduszniki, Przykop. Widzimy w oddali elektrownie Połaniec, most kolejowy na Wiśle i inne rzeczy wszystko to przez pot i łzy. Wreszcie naszym zmęczonym 🙂 oczom ukazuje się upragniona tablica \”Baranów Sandomierski\”. Okazało się że wjechaliśmy do Baranowa od dobrej strony bo nie musimy jeździć po mieście tylko zaraz napotykamy ZAMEK. Rowery zostają na portierni a my udajemy się      p o w o l i      d o     s k l e p u      P I Ć ……. Drogę powrotną wybraliśmy najkrótszą i najszybszą czyli główną przez Mielec do Dębicy. Niestety trasa tak jest daleka od ideału – ruch duży, tiry i inne \”zalety\” jazdy głównymi drogami. Jednak główna droga pozwoliła nam dosyć szybko i bez szukania drogi wrócić do Dębicy – na liczniku 138 km. UFF

Liwocz

Cel dnia – na Liwocz. Przed nami ponad 100 km. na rowerze i temperatura ponad 40 stopni. Planujemy trasę tak żeby jak najmniej nas kosztowała wysiłku, niestety konsekwencją tego założenia jest jazda 10km. drogą E-4 aż do Parkosza gdzie skręcamy na Mokrzec, Dobrków, Jaworze. Tam dojeżdżamy do drogi \”jasielskiej\” i znowu na lewo – docieramy do Brzostku. Tutaj wreszcie opuszczamy główne drogi. Z rynku jedziemy ul. 22-go Czerwca i przekraczamy Wisłokę przez drewniany most. Jedziemy wzdłuż rzeki – miejscowość Skurowa a następnie do Błażkowej gdzie skręcamy na Brzyska. Tutaj w centrum wsi pod sklepem Centrum chwilka odpoczynku i uzupełnienie płynów. Jedziemy dalej w kierunku na Ujazd i po przejechaniu około 500m, trafiamy na drogę asfaltową. Opis i stromizna świadczą że prowadzi ona na Liwocz. Po pokonaniu podjazdu /asfalt zmienia się w drogę żwirową/ docieramy do parkingu dla samochodów i początku drogi krzyżowej. Kierujemy się szlakiem turystyczny i docieramy na Liwocz – 562,1 m. n.p.m. Tutaj możemy podziwiać wspaniałe widoki z krzyża na którym znajduje się platforma widokowa. Widać stąd Jasło, Brzostek i inne miejscowości Pogórza Cięzkowickiego i Strzyżowskiego. Po regeneracji sił czas na drogę powrotną. Kierujemy się dalej szlakiem turystyczny w kierunku na Brzankę jednak po około 500m. rozpoczynamy zjazd do Brzysk. Docieramy do centrum i dalej na Błażkową. Tutaj postanawiamy że dalej jedziemy przez Dębową i Jodłową. W Jodłowej można zobaczyć stary kościół drewniany, dalej kierujemy się przez Dębową do drogi krajowej nr 992 \”jasielskiej\”. Do drogi tej dojeżdżamy niedaleko mostu na Wisłoce. Możemy pojechać ok. 1km. w kierunku na Brzostek i wjechać na drogę asfaltową biegnącą przez Jaworze, Gołęczynę, Dobrków itd. – droga ta sama jak na Liwocz.
Ciekawym rozwiązaniem /wypróbowane przez nas/ jest udanie się np. do Jodłowej samochodem i dopiero stąd rozpocząć trasę rowerową. My z Jodłowej pojechaliśmy przez Dębową gdzie nie skręcaliśmy na Błażkową lecz w kierunku na kościół w Dębowej. Tutaj dojeżdżamy na szlak turystyczny prowadzący na Liwocz. Szlak jest przejezdny dla rowerów. My wydłużyliśmy sobie trochę trasę skręcając za kościołem w Dębowej w prawo szukając \”Rysowany kamień\” dalej jadąc przez las dotarliśmy do w/w szlaku. Trasa dużo mniej uczęszczana, ciekawa widokowo i dająca większą satysfakcję, należy uważać żeby się nie zgubić /a jak się zgubimy żeby się odnaleźć/. Jazda szlakiem turystycznym tak się nam spodobała że po zdobyciu Liwocza zawróciliśmy i udaliśmy się tym szlakiem w drugą stronę w kierunku na Brzankę. Najtrudniejszy odcinek to sam podjazd i zjazd z Liwocza, dalej szlak bardzo \”przyjemny\” do jazdy rowerem. Przejechaliśmy przez Wisową i dotarliśmy do Gilowej Góry – tutaj z powodu braku czasu zapadła decyzja o powrocie do samochodu. A więc szybki zjazd do Jonin, Kowalowa i już jesteśmy w Jodłowej. Jodłowa to największa wieś w powiecie co czujemy w nogach. Długość tej trasy wyniosła ok. 40km. – dosyć wymagająca kondycyjnie ale bardzo ciekawa i mało ruchliwa.

Kraków2014

W roku kanonizacji Jana Pawła II wśród wielu inicjatyw zaplanowanych na 2014 r. przez PTG Sokół Dobrków założonego przez ks. dr. Władysława Szewczyka nie mogło zabraknąć wyprawy rowerowej do miejsca nierozerwalnie związanego z Karolem Wojtyłą – wielkim Człowiekiem, Polakiem, Kardynałem, Papieżem i w końcu św. Janem Pawłem II. Było to tym bardziej nieodzowne, że w poprzednim roku PTG Sokół w Dobrkowie obrał sobie za Patrona właśnie Jana Pawła II, a ks. Założyciel ufundował pomnik Jemu poświęcony, który stanął przy kościele pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Dobrkowie. Wybór padł na Królewskie Miasto Kraków z Sanktuarium św. Jana Pawła II w powstającym Centrum „Nie lękajcie się!”. Wyprawa miała charakter pielgrzymkowy i była dziękczynieniem za kanonizację Papieża Polaka. Nasza rowerowa wyprawa w dniach 7 – 8 czerwca 2014 r. okazała się wyjątkową okazją do nawiedzenia wielu znaczących miejsc związanych z kultem religijnym i historią Polski. O tym jak było można przeczytać poniżej.

17 śmiałków i 4 śmiałkinie 🙂 spotykają się rano o 6:00 przy pomniku św. Jana Pawła II w Dobrkowie. Następnie po krótkiej modlitwie w kościele i  błogosławieństwie udzielonym na czas rowerowej pielgrzymki przez księdza Proboszcza wyruszamy w 150-cio  kilometrową trasę. W drodze do  Krakowa odwiedzamy kilka ważnych miejsc. Pierwszy dłuższy postój mamy przy Sanktuarium bł. Karoliny Kózkównej w Zabawie. Co roku jadąc do Częstochowy zatrzymujemy się przy tym kościele. Z racji tego, że w tym roku, przypada 100-lecie  męczeńskiej śmierci bł. Karoliny, nie mogliśmy ominąć tego miejsca. Kolejnym ważnym miejscem, w którym się zatrzymujemy jest Sanktuarium Matki Boskiej Okulickiej. Spotyka nas tutaj bardzo miła niespodzianka. Mimo, że w momencie kiedy dotarliśmy do świątyni w Okulicach znajdujący się w niej łaskami słynący obraz był zasłonięty to ksiądz proboszcz  Roman Majcher specjalnie dla naszej grupy odsłonił go, abyśmy mogli się przed nim pomodlić. Następnie Proboszcz przybliżył nam historię parafii i obrazu. Dowiedzieliśmy się między innymi o tym, że Sanktuarium w Okulicach było ostatnim, które nawiedził Metropolita Krakowski Karol Wojtyła przed udaniem się na pamiętne konklawe w 1978 roku!!! Wzmocnieni duchowo udaliśmy się w dalszą podróż. Po przekroczeniu rzeki Raby  dotarliśmy do Puszczy Niepołomickiej, którą przejeżdżamy  najpierw  \”żubrostradą\” – długą (11 km), prostą, wąską dróżką wyłączoną z ruchu samochodowego, a następnie Drogą Królewską dojeżdżając do miasta Niepołomice. Podziwiamy w nim Zamek Królewski i piękny rynek,  jemy kanapki, uzupełniamy płyny, a niektórzy schładzają się dużymi czekoladowo – śmietankowymi lodami. Nabrawszy sił ruszmy ochoczo do Krakowa. Jedziemy kolejno przez miejscowość Grabie, Brzegi i Bieżanów – dzielnicę Krakowa. Po perypetiach z dętkami na ostatnich kilometrach  trasy u jednego z rowerzystów o godz. 16:00  docieramy do głównego celu naszej pielgrzymki tj. Sanktuarium św. Jana Pawła II w Centrum \”Nie lękajcie się!” im. Jana Pawła II w Krakowie. Po przybyciu na miejsce modlimy się przy relikwiach \”Naszego Papieża\”, wstępujemy do znajdujących się w Sanktuarium kaplic. Miedzy innymi do  Kaplicy  Kapłańskiej z oryginalną płytą z grobu Jana Pawła II z Grot Watykańskich  w Bazylice św. Piotra i Pawła oraz piękną Kaplicę św. Kingi ufundowaną przez Kopalnię soli w Wieliczce. Nawiedzamy także  sarkofagi: Kard. Andrzeja Marii  Deskura i Kard. Stanisława Nagyego. O godzinie 17:00 , uczestniczymy  we Mszy św. w Górnym Kościele (poświęconym  23 czerwca 2013 r. przez Kard. Stanisława Dziwisza w obecności Episkopatu Polski), a  po Eucharystii odmawiamy Różaniec. Po pobycie w Centrum „Nie lękajcie się!” jadąc m. in. przez teren Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach i wzdłuż Wisły bulwarami wiślanymi dojeżdżamy do ZSZ nr 1 im. Ks. Kard. Adama Stefana Sapiehy gdzie dzięki naszemu koledze Henkowi i uprzejmości pani dyrektor Elżbiety Kosackiej mamy nocleg. Tutaj czeka nas kolejna w tym dniu miła niespodzianka. Prezes przygotował nam swój wyśmienity żurek – pychota. Wzmocnieni na duchu i ciele, postanawiamy zobaczyć Krakowski Rynek nocą. Rynek tętni życiem i co nas zaskakuje także świątynie w pobliżu rynku tętnią życiem. Kościół oo. Franciszkanów i św. Anny, do których  weszliśmy  są pełne ludzi. W wigilię Zesłania Ducha Św. odbywają się tam adoracje i dlatego też w tym dniu są one wypełnione wiernymi. Zadowoleni z dnia pełnego pozytywnych wrażeń wracamy na miejsce noclegu już po północy. Rano pobudka o 5:45 i wyruszamy na Mszę św. do Bazyliki  Mariackiej. Nabożeństwo w tej zabytkowej świątyni robi wrażenie. Wracamy na śniadanie i szybko wsiadamy na rowery bo nasz kolega z Krakowa – Heniu zaplanował na dzisiaj zwiedzanie kilku ciekawych miejsc. Na początek udajemy się do kościoła \”Na Skałce\”. To tutaj zabito biskupa Stanisława ze Szczepanowa, to tutaj znajduje się Krypta Zasłużonych gdzie spoczywają m.in. Jan Długosz, Wincenty Pol, Józef Ignacy Kraszewski, Adam Asnyk, Stanisław Wyspiański, Karol Szymanowski i wielu innych. Następnie jedziemy do założonego w 1044r. Opactwa Benedyktynów w Tyńcu. Ponieważ wszyscy są w wyśmienitej formie nie musimy zażywać słynnych Benedyktyńskich nalewek ziołowych. Kolejnym punktem na naszym szlaku jest klasztor oo. Kamedułów na Bielanach. Dzisiaj w święto Zesłania Ducha Świętego jest jeden z dwunastu dni w roku kiedy mogą tu wejść kobiety. Wraz z mnóstwem  wiernych zwiedzamy miejsce odosobnienia i modlitwy zakonników. Z Bielan pędzimy wałami wiślanymi z powrotem do Centrum Krakowa na  Stare Miasto. Nie możemy przecież ominąć na swej drodze słynnego „okna papieskiego”. Po dotarciu na ul. Franciszkańską, wchodzimy do siedziby Kurii krakowskiej i tu kolejna niespodzianka, możemy wejść do prywatnej Kaplicy biskupów krakowskich nazywanej też Kaplicą Papieską /oczywiście dzięki naszemu koledze Heniowi/. To właśnie w tej Kaplicy 1 listopada  1946r. z rąk Kardynała Sapiehy kleryk Karol Wojtyła przyjął święcenia kapłańskie. To w niej Msze święte odprawiali papieże: Jan Paweł II i Benedykt XVI. Jest wielce prawdopodobne, że tutaj  Mszę św. odprawi także papież Franciszek, gdy przybędzie do Krakowa  w 2016 r. na  Światowe Dni Młodzieży. Po wyjściu z Kurii wstępujemy jeszcze na chwilkę do Bazyliki oo. Franciszkanów na przeciwko Pałacu Biskupiego. Znajduje się tu ławka gdzie zazwyczaj modlił się Biskup i Kardynał Karol Wojtyła. Niestety to już koniec pobytu w stolicy Małopolski . Musimy zdążyć na pociąg o godz. 15:30 ze stacji Kraków- Płaszów. To były dwa dni, które zapewne na długo zapadną nam w pamięci. Udana pogoda, oglądnęliśmy imponującą budowę Centrum „Nie lękajcie się!” im. Jana Pawła II,  zobaczyliśmy sporo zabytków Krakowa, pokonaliśmy na rowerach ok. 200 km. Wracamy wzmocnieni duchowo i fizycznie. Czego chcieć więcej??? Chyba tylko więcej takich wyjazdów 🙂